wtorek, 1 marca 2016

Twenty Two Letters

"Jestem Jade, tak przy okazji. I widzę, że otrzymałeś listy."

"Ale..." zaczął Niall.

"Jak się znalazły u mnie?" Przerwała mu kobieta. "Listy przyszły jakoś kilkanaście tygodni od wysłania ostatniego listu. Charlie wysłała je na zły adres, a że nie było nadawcy wróciły na pocztę z której zostały wysłane. Kobieta, która tam pracowała zapamiętała Charlie. Była zaciekawiona komu wysyła te listy, bo wiedziała, że jest sierotą i nie ma żadnej rodziny. I tak te listy z powrotem wróciły tutaj, do mnie."

"Więc to Ty je mi dostarczyłaś do hotelu?"

"Nie, nie. W tym samym dniu odwiedziła mnie kuzynka. Potem przyszła pani Porter, listonoszka z listami Charlie i tak jakoś zaczęłam wspominać o niej i Debby, moja kuzynka, powiedziała, że za kilka dni do ich hotelu, gdzie pracuje jako sprzątaczka, mieli przyjechać One Direction. I po wysłuchaniu całej historii Charlie pani Porter zasugerowała, że te listy powinny zostać przeczytane, że Charlie przeszła tak dużo. Po prostu na to zasługiwała."

"Ale dlaczego?" Powiedział ze łzami w oczach Niall. Czuł jak powoli zaczęła ogarniać go złość.

"Co dlaczego?"

"Dlaczego to zrobiliście? Chcieliście mnie ukarać, tak?"

Jade była kompletnie zdezorientowana, nie wiedziała co chłopak miał na myśli.

"Ukarać? Za co, Niall?"

"Za to, że mnie nie było przy niej... kiedy mnie potrzebowała. Chcieliście bym poczuł się winny tego co zrobiła! Bo jakiś głupi gwiazdor nie...."

"Czekaj, Niall!" Kobieta mu przewała. Ogarnął ją lekki strach. I wtedy zrozumiała. "Co było w ostatnim liście?"

"Napisała... napisała, że chce się zabić. Ona.." Chłopak znów się rozpłakał.

"Niall, nie. Posłuchaj mnie. Niall!"

Krzyknęła, kiedy chłopak nie zwracał na nią uwagi pogrążony we własnym świecie.

"Charlie żyje."

"Co?!!!!"

"Boże, przepraszam. Widziałam jak rano szła wysłać Ci list. Była szczęśliwa, mówiła, że musi się z Tobą tym podzielić...." urwała, "Nie wiedziałam, że był jeszcze jeden.. Naprawdę nie wiedziałam, Niall. Przepraszam. Ale Charlie żyje. Zdążyłam w ostatniej chwili.... Lekarze powiedzieli, że gdybym przyszła 5 minut później płukanie żołądka nic by nie dało."

"O mój Boże!" Krzyknął przerażony, ale także poczuł jak kamień spada mu z serca. Szybko wstał. "Ona tu jest? Gdzie? Ja muszę się z nią zobaczyć."

"Niall, trochę się pozmieniało. Usiądź, proszę."

"Co? Chyba nie chcesz powiedzieć, że ona..."

"Nie, nie. Mówiłam, że żyje. Jest z nią dobrze, ale, Niall, posłuchaj. Pewnie wiesz, że znalazło się zainteresowane małżeństwo..."

"Wiem." Przerwał jej chłopak.

"Zresztą, co ja będę Ci dalej opowiadać. Sam zrozumiesz, kiedy to przeczytasz. List jest z zeszłego miesiąca."

Kobieta wstała i podeszła do biurka, z szuflady wyjęła kopertę z której wyciągnęła list, który podała Niallowi, a ten nie czekając wziął się za czytanie.



Droga Jade,

Na samym początku chcę Ci podziękować za to, że mnie uratowałaś i od razu przeprosić, za to, że miałam do Ciebie ogromny żal, że to zrobiłaś, ale wtedy tego nie rozumiałam.

Zrozumiałam to wszystko jakiś czas temu. A raczej ktoś mi to zaczął powoli uświadamiać. To zasługa Eddie'go. Moi drudzy rodzice, jejku jak to ciągle dziwnie brzmi, choć minęły już 3 miesiące, ale przyzwyczaiłam się w większości do nowej sytuacji, do nowego domu, do nowej rodziny, drugiej mamy, do drugiego taty, i myślę, że zaczyna mi się podobać takie nowe życie; no więc jest jeszcze Eddie, został adoptowany rok temu, pewnie o tym wiesz, bo takie rzeczy przecież były we wniosku adopcyjnym, no ale mam brata. I uwierz mi, że bardziej energicznego siedmiolatka w życiu niewidziałam. Przy nim nawet Ruby miała na noc. Trafił do domu dziecka w wieku 5 lat, kiedy zabrano go z jego domu. Matka zmarła, kiedy miał 3 latka, a ojciec? Cóż, kompletnie się nim nie interesował i to do takiego stopnia, że dopiero po kilku dniach zorientował się, że go nie ma. W głowie miał tylko alkohol i libacje z osobami swojego pokroju. Nie wspomnę już o tym, że za brak pieniędzy na kolejną flachę obwiniał i karał własne dziecko, które oczywiście nie było niczemu inne. Biedny dzieciak. 

Kiedyś Ci opowiadałam o tym, jak bardzo kochałam piłkę nożną. Chyba już wiesz, co robimy całe popołudnia i wieczory, dopóki druga mama nie zacznie krzyczeć "Na miłość boską, Charlie, chodźcie do domu. Jutro szkoła!" Ale potem Adam, czyli drugi tata dołącza do nas mówiąc "Daj spokój, Sophie. Nie psuj zabawy." I tak całą czwórką wygłupiamy się aż kompletnie się nie ściemni.

To jest piękne. Coś czego brakowało mi kiedyś. Te wspólnie spędzone chwile, nigdy tego nie zaznałam, nie licząc tych dni w szpitalu z Elizą. Czasami zaczynam rozmyślać nad tym co by było gdyby.. Wiem, że nie powinnam tego robić i naprawdę staram się i nawet mi się udaje zostawiać całą przeszłość za sobą, choć czasami jest mi ciężej. Mam te dni, wtedy nie mam siły wstać z łóżka, nie mam ochoty z nikim rozmawiać, nie chcę nikogo widzieć, ale wtedy pojawia się Eddie. Wiesz, myślę, że robię to także dla niego. Chciałabym by miał normalne dzieciństwo, by zapomniał, by był po prostu szczęśliwy. Nie chciałabym, aby kiedyś skończył jak ja, albo te inne smutne dzieci, które poznałam u tych wszystkich lekarzy, bo każdy z nas ma swoją własną historię, i każdy z nas przeżywa ją na swój własny sposób. Muszę to zrobić dla niego, ale nie tylko, także dla siebie. Teraz mam osoby, które mnie kochają, wspierają, po prostu wiem, że nie jestem sama. I natakie dni właśnie mój mały braciszek jest najlepszą terapią.

Jest dobrze, Jade. Z dnia na dzień jest lepiej. Teraz widzę swój błąd jakim było przelewanie tego co we mnie siedziało na kawałek papieru. Choć w sumie, nie. Nie uważam, że to było głupie, bo skoro nikomu nic nie mówiłam, i jestem pewna, że nie powiedziałabym tego nikomu, to jednak nie trzymałam tego w sobie, a to jest najgorsze. Głupie było to, że jak ostatnia idiotka wierzyłam, że osoba, która była moim idolem, osoba, którą kochałam infantylną miłością, porzuci wszystko i przyjedzie mnie "uratować". Naprawdę wierzyłam, że pewnego dnia do mojego pokoju zapuka jedna z najbardziej znanych gwiazd na świecie. Choć w sumie to nie było jeszcze takie złe. Byłam nastolatką z marzeniami, ale one doprowadziły mnie do ostateczności. Moja depresja i wmawianie sobie, że każda bliska mi osoba odchodzi z mojego powodu nie zwiastowało nic dobrego, a on był wtedy jedyną bliską mi osobą, Jade. Byłam w takim stanie, że nie obchodziło mnie nic i nikt, oprócz niego. To było wręcz zabójcze a fakt, że już wtedy byłam psychicznie i duchowo zniszczona nie pomogło. Ale teraz jest dobrze. Staram się ograniczać wszystko co z nim związane choć czasami to naprawdę trudne przy tej całej gorączce ich sławy, ale nauczyłam się go ignorować. I są chwile, kiedy nawetzapominam, że kiedyś go kochałam. I myślę, że z czasem będziecoraz lepiej.

Wiem, że nigdy nie będę do końca wyleczona, bo moje serce zbyt dużo razy zostało zranione, ale nie boję się już zmykać go przedludźmi. Teraz już to wiem.

Nie napiszę już więcej do Ciebie. To pierwszy i ostatni list. Po prostu chciałam napisać proste "Dziękuję" i "Przepraszam", ale się rozpisałam.

Trzymaj się Jade.

Jeszcze raz dziękuję.

Dużo miłości,

Charlie ♥


***


Nie było słów, by mógł opisać jak się czuje. Jeszcze nigdy nie był tak zestresowany i zdenerwowany jak teraz. Takiego supła w żołądku nie miał nawet, kiedy szedł na przesłuchanie do Xfactora. Nigdy. Afakt, że mógł spotkać nowego ojca Charlie sprawiał, że czułsię jeszcze gorzej. Co jeśli on go rozpozna, jeśli będzie wiedział, że jest powodem przez który w jakimś stopniu jego przybrana córka cierpiała, chciała się zabić? Co jeśli wyrzuci go zanim ten spotka Charlie? Co jeśli to jednak Charlie nie będzie chciała się z nim zobaczyć? Co jeśli naprawdę o nim zapomniała? Jeśli ma nowe życie w którym już dawno nie ma miejsca dla niego. Co jeśli jest szczęśliwa z kimś innym, kto ją wspiera, jest przyniej i robi te wszystkie rzeczy, które on powinien robić. Te pytania sprawiały, że serce podchodziło mu do gardła i było mu niedobrze. Przeczytał list do Jade i wiedział, że Charlie może nie chcieć się z nim zobaczyć, ale po prostu musiał spróbować. Musiał, mimo że wiedział, że dziewczyna postawiła pod nim kreskę i zaczęła nowe życie, życie bez niego. Ale po prostu w głębi serca czuł, że musi pojechać do niej i ją zobaczyć, przekonać siebie, że była prawdziwa, że nie wymyślił jej sobie, że chłopak nie zwariował.

Kurka, Niall, opanuj się. Będzie dobrze. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Sam próbował się uspokoić, ale nie wychodziło mu to za dobrze, ponieważ zawrócił, stwierdzając, że wraca do domu. Jednak po kilku krokach odwrócił się i znów skierował się w stronę domu Charlie, mentalnie uderzając się w twarz w tamtym momencie. Przecież nie przeszedł tak długiej i ciężkiej drogi tylko po to, aby teraz, kiedy już stoi pod jej drzwiami zawrócił. Nieważne co się stanie, czy będzie chciała z nim pogadać, czy nie, musi dać jej znać, że przeczytał te listy, że był tam i słuchał, "mimo że spóźniłeś się o kilka miesięcy.", pojawił się głos w jego głowie. Po prostu musi to zrobić. Nie zdążył się nawet przygotować psychicznie, kiedy jego ręka wystrzeliła w stronę dzwonka.

Czuł się jak te wszystkie nastolatki z tych komedii romantycznych, które dzwonią do swoich crushów i kiedy ten odbiera one po prostu się rozłączają. Tylko, że on chciał uciec w momencie, kiedy usłyszał przekręcanie zamka w drzwiach.

Otworzył mu jakiś ciemnowłosy mężczyzna, który jak stwierdził Niall, musiał być Adamem.

"Ja.. um.. jestem.." Niall zapomniał swojego języka.

Weź się w garść, stary. Boisz się jednego faceta, kiedy występujesz przed tysiącami? Wziął głęboki oddech.

"Witam, czy zastałem Charlie?" Zapytał z nadzieją w głosie, że mężczyzna go nie rozpoznał i zawoła swoją przybraną córkę. Ten spoglądał na niego przenikliwym wzrokiem i kiedy już się przygotował na porażkę, on się uśmiechnął i powiedział, Tak, już ją wołam, a Niall poczuł ogromną ulgę.

"Charlie? Możesz zejść? Jakiś chłopak do Ciebie." Zawołał ją i odszedł, pozostawiając chłopaka przy otwartych drzwiach.

"Do mnie? Kto?" Usłyszał w oddali zbliżający się głos i odgłos skrzypienia schodów i kiedy ją zobaczył poczuł jak wszystkie jego troski spływają z niego jak deszcz po szybie. Każda obawa, strach i ta niepewność, że z Charlie jest coś nie tak teraz znikły. Stała przed nim, żywa i miała się dobrze. Wiedział, że jest prawdziwa, że nie była wytworem jego wyobraźni. Miał ochotę po prostu rzucić się na nią i przytulić ją z całej siły, powiedzieć jej, że już tu jest. Już nawet czuł jak jego noga sama się podnosi, by zrobić krok w jej stronę, kiedy ona zszokowana jego widokiem odezwała się pełna zdezorientowania i rezerwy.

"Niall?"

Chciał ją przytulić, ale ona odsunęła się do tyłu. Zabolało go to, choć spodziewał się tego. Niall cofnął się trochę do tyłu a dziewczyna wyszła przed drzwi, zamknęła je, po czym zeszła z werandy, by zachować dystans między nimi, po czym objęła się ramionami.

"Co Ty tu robisz?" Zapytała rozglądając się wokoło jakby szukała ukrytej kamery, bo to było wręcz niemożliwe, by osoba której tak mocno potrzebowała kilka miesięcy temu pojawia się teraz, kiedy ona o nim zapomniała, kiedy chciała wymazać go ze swojej pamięci i prawie jej by się to udało, gdyby nie pojawił się u progu jej domu. Czuła lekką złość na niego, bo wspomnienia, które zatrząsnęła jakiś czas temu w ogromnym sejfie, właśnie zalewały ją niczym ogromne fale tsunami. Popatrzyła na niego zaciskając szczękę, była zła, nawet bardziej niż początkowo myślała, ale nie za to, że nie przyjechał wtedy, gdy go potrzebowała, ale przez to, że zniszczył wszystko to co próbowała osiągnąć przed tak długi czas. Jednak gdzieś w głębi duszy czuła się inaczej, poczuła jakieś ciepło, namiastkę oparcia, spełnienia i spokoju, nie potrafiła tego określić, ponadto mimo że chciała na niego naskoczyć, pragnęła także go w końcu przytulić. Chciała go też wysłuchać i to wszystko powodowało, że ogarniały ją sprzeczne uczucia, nie czuła się pewnie, wręcz przeciwnie, czuła się osaczona własnymi emocjami oraz wspomnieniami.

Niall nie wiedział co powiedzieć. Pierwszy raz w życiu zabrakło mu języka w gębie. Miał ułożone w głowie to co ma powiedzieć i przemyślane te słowa kilkadziesiąt razy teraz, ale po raz pierwszy w życiu nie mógł wydusić słowa.

"Ja..."

"Co? Zrobiło Ci się mnie żal? - złość jednak wzięła górę. - A może poczułeś wyrzuty, że jakaś dziewczyna się zabiła, bo jej nie odpisywałeś i przypadkiem się dowiedziałeś, że to nieprawda?" Odpowiedziała oskarżycielskim tonem.

"To nie tak... Wcale tak nie było, Charlie. Ja... - dziewczyna chciała się wtrącić, a on poczuł potrzebę jak najszybszego wytłumaczenia jej wszystkiego - Wysłałaś te listy pod zły adres, dlatego wróciły na pocztę i potem w ręce Jade, a ja dostałem je dopiero kilka tygodni temu. Wszystkie razem, w jednej paczce. Znalazłem je pod drzwiami pokoju w hotelu. Było to dziwne, bo skąd się tam wzięły te listy i jeszcze fakt, że pierwszy był napisany prawie rok od momentu, kiedy je dostałem..."

"Ahh no tak, Jade. Mogłam się domyślić.." Przewała mu, jednak on kontynuował dalej.

"Wiesz, najpierw myślałem, że to zwykłe listy od fanów, ale gdy tylko przeczytałem pierwszy list, wiedziałem, że będą one wyjątkowe. Wciągnęły mnie. Ty mnie wciągnęłaś. Po kilku listach chciałem Cię odnaleźć. Musiałem to zrobić.." głos mu się załamał. "To zabijało mnie od środka, bo nie było żadnego adresu. Dosłownie, Charlie. Byłem nieobecny, zaczynałem się zamykać w sobie, nie potrafiłem się na niczym skupić, i wiedziałem, że byłem w kropce i to było straszne. Nie wiedziałem co ze sobą począć, a Twoje listy... sytuacja się pogarszała. Byłaś moim małym sekretem, kimś wyjątkowym, ale potem nie wytrzymałem, potrzebowałem pomocy. I gdyby nie Liam, teraz pewnie wylewałbym swoje serce gdzieś wciśnięty w kąt garderoby czy łazienki. To on odkrył, że w jednym z listów napisałaś gdzie mieszkałaś... Ja nie wiem, co bym bez niego zrobił."

Uśmiechnęła się. To chyba dobry znak, pomyślał.

"Tak, Liam to naprawdę wielki człowiek."

"Dlatego ma jedną nerkę..."*

"Bo Bóg nie mógł zmieścić jego ogromnego serca." Dokończyła Charlie.

Oboje się uśmiechnęli. Jednak uśmiech dziewczyny zniknął tak szybko, jak się pojawił. Przez moment naprawdę czuł jakby wszystko miało się ułożyć. Jakby Charlie miała rzuci się mu w ramiona i wszystko zakończy się szczęśliwie, ale gdy tylko zniknął jej uśmiech, wiedział, że to nie jest żadny film czy fanfiction i nie wszystko jest takie kolorowe jak w nich.

"Rzeczy się zmieniły, Niall." Odpowiedziała po chwili, a on spuścił swoją głowę.

"Rozumiem." Powiedział ze smutkiem w głosie. Był smutny. Właściwie nie był smutny, oszukiwał siebie, był zawiedziony. Nie tak wyobrażał sobie to spotkanie, ale z drugiej strony czuł ogromną ulgę i radość, bo Charlie żyła i jak widać miewa się świetnie. Przecież to było dla niego ważne, by w końcu wszystko było w porządku, by miała dobre życie, by miała kochającą rodzinę, by była szczęśliwa. To było dla niego najważniejsze, tylko to się liczyło. Jednak w głębi duszy wiedział, że łamie się jego serce. Chciał być tu dla niej, uświadomić jej, że da radę, ale ona go już nie potrzebowała. "Tamta" Charlie go potrzebowała, jednak "ta" już nie, bo poradziła sobie bez niego.

"Rozumiem." Powtórzył. Jego odczucia były mieszane. Szczęście Charlie dawało mu radość jak i cierpienie. "To.. ja będę się zbierał. Chciałem tylko powiedzieć, że byłem tam i słuchałem. I zawsze uważałem, że byłaś i jesteś najsilniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem... ja... musiałem.. po prostu musiałem Ci to powiedzieć... Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. W końcu. Zasługiwałaś na to jak nikt inny."

Dziewczyna nic nie odpowiedziała. Niall kiwnął głową i odszedł zaciskając szczęki, by powstrzymać łzy.
Charlie przetrawiała to co powiedział przed chwilą. Nie ważne jak bardzo chciałaby się teraz na niego gniewać, że zniszczył mury, które chroniły ją od tych chwil, które chciała wyprzeć z pamięci, jednak nie potrafiła. Właśnie wtedy zrozumiała, że to jest częścią jej. To co nas spotyka, to co przeżywamy w życiu, wszystkie wzloty i upadki, to wszystko nas kształtuje, buduje naszą osobowość, bo wszystko co w danym momencie nas osłabia i kopie, kiedy leżymy na ziemi sprawia, że stajemy się silniejsi i pokazuje, że zawsze byliśmy silni, ale o tym zapomnieliśmy. Teraz to zrozumiała.Wypierając się tego co stało się w przeszłości, nie była w 100% sobą a tylko powłoką bez tego całego ciężaru, który sprawia, że człowiek tym kim jest.

A Niall? Przyjechał tutaj, by powiedzieć jej, że przeczytał listy, mimo że sprawa była przedawniona. Tylko po to, by powiedzieć jej, że zawsze uważał ją za kogoś silnego. Nie musiał tego robić a jednak. Dlaczego? Przecież mógł wysłać kogoś z odpowiedzią. Mógł zostawić przecież jakiś list Jade. Nie musiał do niej przyjeżdżać. Nie rozumiała tego. Miał swoje można powiedzieć idealne życie i znalazł czas dla kogoś takiego jak ja? Nie potrafiła tego zrozumieć.

Kiedy przeszedł parę metrów usłyszał jej głos. Odwrócił się, a ona powtórzyła.

"Dlaczego? Nie rozumiem."

"Czego?" Zaczął zbliżając się z powrotem w jej stronę. "Tego, że naprawdę poczułem się Twoim przyjacielem? Tego, że musiałem się upewnić, że wszystko w porządku, że nic Ci nie jest? Że żyjesz? Wiesz, kilka listów zostawiłem sobie na podróż, ostatni przeczytałem już przed domem dziecka i to była najgorsza chwila wmoim życiu. Poczułem jakby ktoś wyrwał mi kawałek serca.. Przez ten cały czas żyłem tym, by Cię spotkać, Charlie, i powiedzieć Ci, że byłem tam, czytałem i słuchałem Cię, nawet jeśli te listy były napisane tak dawno temu... Po prostu chciałem Ci powiedzieć, że byłaś i nadal jesteś najsilniejszą osobą jaką kiedykolwiek w życiu spotkałem. Że jesteś moją małą wojowniczką... Że zawsze w Ciebie wierzyłem.. Przytulić Cię.. tak mocno byś poczuła się powytulana za te wszystkie czasy, kiedy tego potrzebowałaś, a nie miał kto tego zrobić. Po prostu, Charlie. Mimo że nigdy Cię nie spotkałem, zakochałem się w Tobie i po prostu musiałem tu przyjechać.."

"Co...ś Ty powiedział?

"Czy to nie jest niezwykłe zakochać się w kimś kogo się nigdy nie spotkało?" Zaśmiał się lekko chłopak.

"Ale..." Dziewczyna była w kompletnym szoku. "Ja... Niall.."

"Rozumiem. Rzeczy się zmieniły." Zacytował jej słowa. "Po prostu chciałem byś to wiedziała. Jesteś naprawdę wyjątkową i jedyną w swoim rodzaju dziewczyną i naprawdę chciałbym być chociaż Twoim przyj.."

Jednak chłopak nie dokończył, bo Charlie rzuciła się mu na szyję a on ją przytulił. Mocno i szczerze. Za te wszystkie czasy, kiedy ona tego potrzebowała, za te wszystkie czasy, kiedy on chciał to zrobić, kiedy czytał jej listy.

Po prostu stali po środku drogi wtuleni w siebie. Słowa nie były teraz potrzebne, ten gest sam w sobie w tamtej chwili był odpowiedzią na wszystko a na wszystko inne przyjdzie jeszcze czas, bo wtedy liczyła się tamta chwila.



* Akcja rozgrywa się w pierwszych miesiącach 2013, więc wtedy jeszcze cały świat w raz z Liamem był przekonany, że ma jedną nerkę, co Directioners tłumaczyli często wielkim serce chłopaka.




~~~~~~~~~~~~~~

Ostatni rozdział. Nie wierzę, że to już prawie koniec. Został epilog, który pierwotnie miał być częścią tego rozdziału, ale (mały spoiler) każdy rozdział to jeden list, więc trochę by to nie pasowało....

2 komentarze:

  1. aż się popłakałam ;.;
    to takie piękne ;D
    szkoda, że to już koniec ;(

    OdpowiedzUsuń